Starą kieckę ubrałaś...
a pończochy nowe,
choć już po chwili
miały nie jedną dziurę.
Boso szłaś
po grząskiej od wilgoci
trawie,
i po kamieniach nagich,
jak moje za tobą
spojrzenia.
Zalotnie spoglądałaś
na mnie. Słałaś
promienne uśmiechy.
Nie wiedząc czemu,
od czasu do czasu
rozrzucałaś krople
spontanicznego płaczu.
Nigdy nie zostałaś
na dłużej. Zawsze
odchodziłaś cichym,
niezauważalnym niemal
krokiem.
A ja zawsze
zakochiwałem się w tobie,
czekając na każdy twój powrót,
na każde zerknięcie
spod niezbyt modnej fryzury
przez wiatr rozczochranej.
Lubię cię, wiosno!
Lubię, gdy jesteś w pobliżu!
Lubię kochać się w tobie...
