Nie ufam
którzy siedzą w sieci.
Związane oczy
i rozum spętany.
W duszach pustostan
pełen smrodu śmieci.
Wyblakłe serca
bez szansy przemiany.
Sieć jest macochą,
która karmi kłamstwem.
Poi nalewką
z jabłek robaczywych.
I szumi we łbach
od sztucznych procentów.
Pękają zmysły
od wrażeń nieżywych.
Stawiam pytanie:
ile mam wolnosci?
Prostuję skrzydła
nad zamęt się wznoszę.
Na zawsze Bożej
oddana Miłości.
Wolność bez złudzeń
o to Boga proszę.
Tam gdzie ikonki
Przez ej-aj stworzone
Lica gładzone
idealnie piękne.
Fałszywe słowa
diabelstwem sycone.
Panowie męscy
I panie ponętne.
Nie ufam wcale
I ufać nie będę.
Chociaż mi diabli
nogi podstawiają.
Idę swą drogą
i to całkiem pewnie.
Sieć mnie nie spęta
pozostanę skałą.
