Król Wężów
Na krzewie leszczyny kwitnie jemioła,
Biały przebiśnieg, cieplejsze powietrze,
Budzi się życie i słychać to w wietrze,
I słychać syk węża, i jego braci,
I tupot nóg – ludzie w szyk idą zwarci,
Z orężem pod pachą, z pochodnią w ręku,
Bez krzty szacunku, bez strachu, bez wdzięku.
Zaciekłe twarze, krew czerwona w oczach
Po długich, czarnych, nieprzespanych nocach,
Gdy plan knuli jak wzbogacić się szybko:
Czy ukraść księżniczkę? Czy z złotą rybką?
Czy trzy spełnione życzenia wystarczą?
Czy lepiej iść z mieczem i twardą tarczą?
Czy podstępem chytrym? Czy nic nie robić?
By się wzbogacić i życie ozdobić.
A wiosna radośnie woła i śpiewa,
Już pierwsze pąki wypuszczają drzewa,
A tam, pod korzeniem młodej leszczyny,
Żyje ostatni z wężowej rodziny:
Król Wężów. Długi, trzech ludzi przerasta,
Z diamentu korona głowę porasta,
Która każdemu takiemu zwierzęciu
Po lat upływie wyrośnie dziesięciu.
Srebrzysta łuska przyozdabia ciało
Jednak korona i łuska za mało,
Bo mięso tych zwierząt główną przyczyną
Że śmiercią z rąk ludzi tak szybko giną.
A ma ono właściwości magiczne
Nie tylko dziwne, ale dość liczne,
O które walki śmiałkowie toczą,
I w krwi wężów swoje miecze moczą.
Nieugotowane i zjedzone,
Sprawi tak, że słowa wyłożone
Z zwierząt świergotu, pisku czy ryku,
Brzmią jak z człowieka ust i przełyku.
Zaś ugotowane na oliwie,
To co ludzie pożądają chciwie:
Młodość. Młody umysł, młode ciało –
Jedno, i drugie wciąż będzie trwało.
Na krawędzi drzewa zawieszone
I jak mak starannie wysuszone,
Maści składnikiem niezbędnym, która
Sprawi, że wyrośnie włosów fura,
Jak traw dywany co wczesną wiosną,
Łąki, pola zielenią porosną.
Złoto strzeżone przez Króla Wężów,
Tylko pretekstem dla chciwych mężów.
