Wiosno, wiosno...
„O wiosno! Kto cię widział wtenczas w naszym kraju
Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju!”
***
Ciepłym oddechem zioniesz, resztki lodu palisz
Za to, że niesiesz życie tak cię ukochali
I wszędzie złote światło, woda lśni na stawie
A nad łąkami krzyczą i krążą żurawie
I można by bez końca sławić twe przymioty
Ach gdybyś nie przyniosła mi z sobą zgryzoty
Wiosno drapieżna!
Wiosno zła!
Słoneczne wbijasz we mnie kły
I kęs za kęsem szarpiesz sny
Odłamków serca płynie kra
Rzeźbi tu w ziemi woda z roztopów koryta
Cicho i zimno szemrze prawdę gdzieś ukrytą
Wzdłuż, drobnymi kroczkami, niespodzianym dreszczem
Biegnie po kręgosłupie niewidocznie jeszcze
Przeczucie katastrofy, rozerwanej tamy
Rozszerza już źrenice jak dwie czarne jamy
Wiosno złowroga!
Wiosno zła!
Ranisz ostrością swoich barw
Popiół zostawia mi twój żar
Brudna ze śniegu płynie łza
Ty która przynosiłaś nadzieję latami
Dziś przyszłaś ją odebrać razem z procentami
Niebawem sad zakwitnie, las zazielenieje
A ja się żyć wydaję choć tak wcale nie jest!
Obficie dary rzucasz po całej przyrodzie
A do mnie tego roku wkradłaś się jak złodziej
Wiosno przeklęta!
Wiosno zła!
Topnieje w dłoniach cenny skarb
Rozpada się jak domek z kart
Lecz winić ciebie nie mam jak...
