Bez i niezapominajki
niezapominajki obok krzesła z widokiem
na niebo, rzekę i czaple,
a czasem też na gwiazdy.
Żywopłot niespodziewanie
opanowany przez bezimienne,
czerwone kwiaty.
Uśmiecham się głupio
– jak zwykle.
Nie zmieniłem się nic
przez ostatnich kilka lat
albo tego nie widać.
Wychodząc z chaty
wlepiam wzrok w kwiaty,
a wracam wpatrzony
w asfaltową dróżkę.
Potykam się ciągle
o te same wyobrażenia,
pragnienia lub żądze.
Bywa, że próbuję
uśmiechnąć się do kogoś,
lecz wtedy szybko
wraca do mnie
moje stare imię,
które przecież
pozostało
takie
samo...
