Cohenowe myśli
kołyszą się w rytm melodii
„Dance me to the end of love”.
Siedzę przy drewnianym stole
na równie drewnianym krześle.
Myśli tańczą swobodnie,
gdy wybrzmiewać zaczyna
„In my secret life”.
Niebo czyste.
Dawno tak nie było.
Mrówek cała armia w mig
opanowała niewielki taras.
Spece od wódki,
którzy dotąd mieszkali naprzeciw
– zniknęli.
Może wyjechali do swoich ojczyzn.
Nie mieli okazji zobaczyć w tym roku
morza stokrotek i łez
skrywanych uważnie,
by nikt nie rozpoznał
duszy wrażliwej,
bo kroki gubią się bardziej,
– bardziej niż to było możliwe
do przewidzenia.
Wszystko jest inne, głębsze,
piękniejsze, trudne
– zwyczajne.
„Waiting for the miracle”...
