Niepoprawny Bambo
w torbie ma piórnik, książki, nożyce,
cztery zeszyty i celną procę,
by strącać z drzewa słodkie owoce.
Dzielnie figluje jak wszystkie dzieci
i kocha słonko co w górze świeci.
Skórę ma czarną, buźkę dziecinną,
nie zmieniłby jej na żadną inną.
Jak innych wielu, których nie zliczę
nie lubi mleka i ma próchnicę.
Za skarby nigdy nie chciał być biały,
a od pantofli woli sandały
i nie uznaje wzniosłych bazgranin,
że on jest afro-Amerykanin.
Goni na drzewo tych co z renomą
pragną mu wmówić, iż bywa homo.
Śmieje się szczerze w niebie poetów
Tuwim słuchając tych głodnych bzdetów,
które wymyśla rzekłbym cyklicznie
jakiś poprawny tłuk politycznie.
Gdyż wierszyk miał być śmieszny i miły
i by dzieciaki się go uczyły.
A tu przez kłamstwo i demagogię,
radość się zmienia w ideologię.
