ocalić od milczenia
kaleczy przestrzeń
to wszystko ma
ręce i nogi
nie tego chcę
któż usłyszy mnie?
-nim ponury świt
krwawe obudzi jutro
wychodzę z siebie
nie wiem czy wrócę
ostatni wdech
zanim zasnę
a cisza pęka
jak szkło pod stopą
rozsypuje się noc
w drobne i czarne kawałki
na dłoniach niosę
resztki płomienia
który gaśnie szybciej
niż twoje imię
wypowiedziane szeptem
jeśli powrócę
będę lżejszy o cień
uboższy o strach
bogatszy o ranę
a jeśli nie
niech wiatr dopowie
to, czego nie zdążyłem
ocalić od milczenia
i może w progu
między snem a świtem
zadrży jeszcze iskierka
uparcie wierna sercu
jakby spod popiołu
ktoś tchnął ciche „wracaj”
i w pękniętej ciszy
zakwitło oddechem
