Odium
poprzez czas chęć, by jej siła do życia w natłokach tych cierpień
po prostu mogła przyjść do niej, gdy ja jestem i będę
non stop wśród doraźnych spojrzeń, by nareszcie z impetem
Mogło przyjść do niej zdrowie, lecz jest to straszny, żmudny proces;
Podnosić wciąż się codziennie wewnątrz - naszym wspólnym torem
by mogło zawitać słońce do nas oboje, po drodze
tych odsłon danych nam z losem, co nadto w sobie są w kontrze
Lecz jest całkiem odwrotnie, bo one mają posłużyć
lepszej aurze powrotnej z głową niejako po burzy
z tym, że przecież nic takiego się między Nami nie stało
przy niej chcę chcieć, gdy ta ciemność gdzieś w głębinach tkwi jej znamion
Chcę przeżyć dla niej mój natłok myśli, który jak odium
mnie w bezlik zmartwień wśród spraw wgłąb przyćmił - unikać dołków
jest lepiej, gdy wiem, że nie ma w tym wszystkim mojej winy
więc dzierżę życie w gehennach psychicznych wciąż cierpliwy
