zasypiam pod wiatr
jakby nigdy nic
nie udało się wtoczyć
kamienia na szczyt
mogliśmy tak trwać
szczypię się w skórę
może to była miłość
może jedynie natura
będziemy ranić siebie
nawet do krwi ale żyć
nie nauczy nas nikt
nadal pędzi czas
odchodzę od zmysłów
by nie zwariować
zasypiam pod wiatr
wciąż budzi mnie strach
dzień z nocą się plącze
nie chciałem kłamać
lecz zaszło Słońce
niektóre marzenia
są takie prawdziwe
nie mogłem się pomylić
do dziś myślą i słowem
twe usta smaruję miodem
