światło które powraca
chmury bledną raz jeszcze
sypią się gwiazdy
na czarnym niebie
ciemność sprzęga
nieskończoną wstęgę
krąży jak jastrząb
w gorącej przestrzeni
wiatr rozcina ciszę
na drobiny popiołu
księżyc przysiada
na zimnym kamieniu
echo zanurza
spalone imiona
niosąc je długo
przez puste doliny
noc się przewraca
w mokrych koronach
ziemia oddycha
głębiej niż wcześniej
a światło wraca
smugą nad ranem
jakby w pamięci
nie chciało zaginąć
