Chabrowe tęsknoty
słońce zachodząc rzucało blask złoty,
w błękicie oczu płonęły klejnoty,
wiatr igrał w zwojach twoich kruczych włosów.
Maki czerwienią drżały w uniesieniu,
falą tuliły bioder miękkie sploty,
chabry pieściły błękitne tęsknoty,
czas się zatrzymał w miłosnym spełnieniu.
Twoje spojrzenie żarem przepojone,
paliło ślady po skórze jak płomień.
Cielesne żądze – niezaspokojone,
wzniecane poprzez pocałunków ogień.
W ciszy natury rozkosznie pieszczone,
dojrzałe żarem – schowałem do wspomnień.
