Wiersz o kamykach
od kilku kamyków
ściśniętych w małej dłoni,
potrzebnych do puszczania kaczek
na pobliskiej rzeczce.
Kamyki umiały przemawiać
kształtem i chropowatością powierzchni,
chroniąc intymność
swego kamiennego wnętrza
przed dziecinnym
wścibstwem.
Rozmowa z nimi
i tak była ciekawsza
niż z niektórymi ciociami czy kolegami,
a ich przyjazne milczenie
nigdy mnie nie nudziło.
Gdy będę szedł do Raju,
wezmę ze sobą parę kamyków,
bo jak inaczej, niż dotykając ich,
będę mógł sprawdzić,
czy nie śnię?
