JA TO WSZYSTKO PIEPRZĘ
ale z gracją kucharza losu:
dosypuję ironii,
żeby nie czuć goryczy,
mielę porażki na drobno,
żeby łatwiej przełknąć
pieprzę wymagania,
które rosną szybciej niż nadzieja
pieprzę maski,
co mają ułatwiać oddychanie,
a duszą na raty
i pieprzę też siebie,
gdy gram twardziela,
bo twardość to tylko
inny rodzaj strachu
– z lepszą okładką
więc pieprzę
nie po to, by zniszczyć,
tylko żeby wreszcie poczuć smak:
że życie jest krótkie,
a sens – kruchy,
i że najprawdziwsze „mam dość”
czasem bywa pierwszym krokiem,
żeby jednak żyć dalej
po swojemu
