Oczy jak pochodnie
dowiedzieliśmy się przypadkiem
przechodząc przez pusty plac
wypełniony do granic
ciemnością
wtedy jeszcze wypatrywałem gwiazd na niebie ale niebo nigdy nie patrzyło na mnie
ciemna otchłań
a kapłani mieli dopiero okazać się naganiaczami do szopki
świecidełka
pochodnią w bramie miasta
czuję ten twój ogień
dla zwykłego wędrowca jest to niespodzianka pośrodku zimnej wietrznej długiej nocy
bez gwiazd i księżyca
pomyślałem wtedy odtąd chyba już do końca
będę jednym z mieszkańców tego pustego placu
na przedmieściach
miasta
które jest mrowiskiem
jak wtedy
gdy usiadła na nim ta rozgadana atencjuszka po co w ogóle tu przyszła
biegnie teraz wokół papierowego słońca
potykając się o pióropusz z krepiny
widzę to wszystko w świetle
które na krótką
jak całe życie chwilę
rozświetla
krótko ale wystarczy byś widział że nic tam nie ma
nic co mogłoby zatrzymać mnie w drodze do ciebie
kiedy wołają mnie twoje
oczy jak pochodnie w bramie
