to maleńkie ''jeszcze''
bledną wszystkie światła
a po dnach uliczek
przemierzają cienie
cisza w moich oknach
dogasa powoli
jakby ktoś wyszeptał
imiona kamieni
tuż nad mokrym brukiem
krążą chłodne ptaki
i tylko ten księżyc
jakiś byle jaki
przy pustych witrynach
drży oddech neonów
rdzawe płyną blaski
po szybach i dłoniach
ktoś jeszcze powraca
z deszczowego dworca
niosąc pod swym płaszczem
garść zziębniętych wspomnień
a noc coraz głębiej
wpada między domy
jak bieżąca rzeka
bez mostów i brzegu
na dachach przysiada
lecz zanim świt spłynie
na martwe podwórza
z popiołu ciemności
rozchyli się przestrzeń
i może w tej ciszy
co boli najmocniej
zabłyśnie na chwilę
to maleńkie „jeszcze”
