jak ptaki nad burzą
próbuję posklejać to, co zostało
choć ręce mi drżą od zmęczenia
nie wiem, jak będzie
i nie wiem, co mnie czeka
serce mnie ciągnie w kierunku marzeń
rozum zaś szarpie w przeciwną stronę
siedzę pośrodku, spętany decyzjami
których nie mogę podjąć
czas się rozciąga jak cicha przepaść
każda sekunda niczym pytanie
czy mam iść tam
gdzie bardziej boli
czy zostać tutaj
gdzie bezpiecznie
lecz pusto
myśli krążą jak ptaki nad burzą
nie chcą usiąść, nie chcą zamilknąć
a ja stoję w ciszy pod nimi
zmoknięty od wątpliwości
może nie trzeba wybierać od razu
może droga sama zacznie się pod stopami
jeśli zrobię choć jeden, niepewny krok
bo nawet w rozpadzie coś cicho się rodzi
i nawet ze zmęczonych myśli
może powstać coś, co jeszcze oddycha
