Walc tysiąca zaślepień
Przybrane wiosny najbielszym kwiatem
I nagle pośród smętnej żałoby
Wybuchło pragnieniem tańcem i płaczem
Wciągając w dziki szalony wir życia
Stojące pod ścianą uśpione bezpary
I zabrzmiał Walc Tysiąca Zaślepień
Porywający ku światłu wiary
Ogłuchli od huku narodzin świata
Nie zważaliśmy na układ kroków
Pędząc zielono puszystym parkietem
Zlewając się z sobą w zaklęciach zmroku
Aż zabrnęliśmy w tym zatraceniu
W szale uniesień i bezpamięci
W takie odmęty leśnego spokoju
W takie natchnienia i wniebowzięcia
W takie pejzaże równinne i ciche
W takie westchnienia smukłości topoli
W takie bezkresy dróg zbożem zarosłych
W taką prostotę wolności niewoli
Że oto teraz patrząc w twe oczy
Widzę jak kończą się czasoprzestrzenie
Jak rodzi się z mroku przeczysta jasność
Zbudzona Odwiecznej Jedności tchnieniem
