Przestrzeń, której nie ma
Moje imię rozciągnęło się
w przestrzeni
wołane
dociera do mnie
z kilkusekundowym opóźnieniem
Tu wstyd pojawia się
szybciej niż słowa
tam powietrze
układało się we mnie
bez wysiłku
jakby znało mój kształt
zanim zaczęłam oddychać
Serce bije
w dwóch strefach czasowych
czasem nie wiem
które uderzenie
jest teraźniejsze
Moje korzenie uczą się
nowego składu powietrza
a ziemia
rozpoznaje mnie
tylko w połowie
Najgorzej jest nocą
sen nie uznaje granic
szuka ciężaru
dawnych zapachów
jakby brak tlenu
miał kształt domu
I wysyła mnie
na orbity dzieciństwa
wracam stamtąd
lekko nieszczelna
jak ciało
po podróży kosmicznej
dopasowane do przestrzeni
której już nie ma
a jednak wciąż
oddychające jej tlenem
