Modlitwa
Będąc mały byłem słaby,
Będąc słaby byłem wielki,
Bo musiałem wierzyć w siebie.
I modliłem się do siebie:
Wierz w tą siłę, co na niebie
Gwiazdom podłym żyć pozwala,
A szaremu człowiekowi
Sens istnienia wciąż oddala!
Byłem podły niepokornie,
Samolubny i zuchwały,
Lecz jak każda mała gwiazda
Chciałem wierzyć w ideały.
Ideały nie istnieją
Drwią z człowieka bez litości.
Cóż zostaje nam na ziemi?
Szukać drogi:
Od modlitwy do litości.
Jest tam w górze myśl odległa,
Co napędza jęk sumienia.
Tu na ziemi wszystko kwitnie,
Umierając w swych korzeniach.
Czasem modlę się do siebie:
Daj mi siłę podły synu!
Pielęgnuję swoją siłę
Walcząc w bitwie
Słów i czynów.
Słabość swoją widzę wzniośle,
Siłę swoją czuję marnie.
Nie chcę odejść pokonany,
Łamiąc modły swe bezkarnie.
Bo się modlę, choć koślawie,
Bo wciąż wierzę nieporadnie.
I przechodzę swoją drogę
Przekręconą.
Wręcz bezwładnie.
Nie poddaję się, gdy mogę
Przejść przez wzgórza potargane
I układam kostki bruku
Tworząc wzory dobrze znane:
Byłem Boże.
Takim właśnie:
Dałem tyle, co mi dane.