Tak po prawdzie
na Gibraltarze, lub na Wołyniu
kryje się prawda w krzakach schowana,
a wokół stoi kamienna ściana.
Czasami cegła jakaś wypada
i głupia kończy się maskarada,
jednak wciąż nowe powstają mury
i wystawiają ostre pazury,
by ją gdzieś ukryć, no bo nie modna,
zbyt upierdliwa i niewygodna.
Nie znajdzie wsparcia, gdy padnie w błoto,
gdyż ona zwykle bywa sierotą.
To jest powszechne w obecnej dobie,
nikt nie chce słuchać prawdy o sobie.
Każdy jest przecież super wspaniały,
a przy tym łasy na czcze pochwały,
budując sprytną bańkę ułudy.
Tupet, a pod nim łysy i rudy.
Państwowe zęby, powieki drżące,
na życi majty obciskające.
Samochód piękny za lewe fuchy,
lecz pod lakierem szpachli dwie puchy.
Tu coś odpada, tam znów się psuje,
ważne że ludzi po oczach kłuje.
Wszystko to idzie z jednej matrycy
i celebryci i politycy.
Bo nie utonie w przepastnym tłumie
ten, który lepiej nakłamać umie.
Nawet na stronie, fakt ten mnie trwoży,
miast się do pracy ostro przyłożyć,
powstają wiersze w klatce drucianej,
które zwyczajnie są oszukane.
Nie ważny kanon, ani reguła.
Ona by efekt cały popsuła.
Niechaj gdzieś zdycha na półce w szafie
i mi nie wmawia, że nie potrafię.
A prawda leży cierpi i czeka,
aż ją odnajdzie serce człowieka.
Lecz ochy dźwięczą jak echo w lesie,
licząc na rewanż w pełnym zakresie.
