Milczeniem go szukałem
życie strumieniami spływało w dół
nad betonowym urwiskiem stałem
przygnieciony oddechem miasta
szukałem anioła z wiarą w oczach
potrzebowałem ratunku skrzydeł
nie widziałem go w światłach autobusów
odjeżdżających z nocnych przystanków
mokrymi od wzruszeń drogami
pełnymi nadziei
w twarzach spoglądających z plakatów
ogłaszających ciche narodziny
ludzi którzy rozsiewali
zielone dywany traw
nie było go też w wieczornych barach
pełnych niebiańskiego dymu
i czaru rozmowy
w słowach modlitwy go nie odnalazłem
głuchym echem umierały
w krzyku pomalowanym rozpaczą
zobaczyłem skrzydła spłoszonych ptaków
umknęły do swojego światła
mój anioł tymczasem spojrzał z oddali
uśmiechnął się do mnie ironicznie
i zmrużył swoje przepastne oczy
odwrócił się z niechęcią dla świata
a ja zrozumiałem – nie znał mnie nigdy
nawet gdy szukałem go milczeniem