Podhalańskie burze...
burza
grozą zawisła
ponad Tatr wierchami
brzemiennych chmur tabuny
pod kopułą nieba
oplotły złote węże
upiornych błyskawic
brzegi górskich potoków
wypełnia ulewa
spoza rwących obłoków
wychylone szczyty
zda się
przeciw chmur falom
nieopatrznie płyną
jakby z jądra prawieków
żywiołem wyrwane
miały runąć niebawem
w przepastne głębiny
burza jakby przycichła
lecz groźna to cisza
niepokój rani zmysły
rozsądek rozwierca
w szeleście deszczu
jakby
oddech śmierci słychać
ostatni oddech życia
upiorny
szyderczy
metaliczny huk grzmotu
spłoszył urojenia
grom w pierś lasu uderza
kilka jodeł płonie
huragan
drzew wiekowych
wyrywa korzenie
łzy deszczu opłakują
martwe karczowisko
lecz Natura ożywia
umarłe przestrzenie
i od wieków zarania
goi swoje rany
to co kiedyś umarło
znów się zazieleni
i niech ta świeża zieleń
po nas pozostanie
