Pióra w ogniu
pióra drżą jak dotyk.
W moich ustach rozpływa się smak ziemi,
wilgoć wsiąka w skórę,
gniazdo gnije w ciele
i pulsuje jak palec bez końca.
Drzewo jest kochankiem —
korona sztywnych liści,
korzenie szepczą imiona
w nerkach,
w zepsuciu poranka.
Ziemia rozwarstwia się w ogniu,
wciąga nas w łuskowatą zabawę,
oddech łączy się —
z drugim
w niskim, bluesowym rytmie.
Pióra płoną.
W ustach — jego ciepły skurcz.
W oczach — szorstki zgrzyt.
W ciszy
wspólny krzyk,
który nie zna końca
i czasem naprawdę boli.
