Ksiądz zapłać
nad łonem matki —
czarne słowa odmawia.
W imię Ojca i Syna.
Potem ona zawsze dziewica —
powinna modlić się za syna,
ale nie potrafi.
Robi się święta,
w nocy jej nie ma.
W dzień udaje,
że nikt nie pamięta.
Ona nie chroni.
Sama się broni.
Na krzyżu stopy
całuje dla ducha.
Ksiądz zerka okiem,
język ślinę połyka.
Chusta na twarzy oczy zakrywa,
robaki pasą się na łące sutanny.
Cisza…
Nie pozwala…
Tłuste palce
liczą ofiary.
Judasz marzy
o nowej lasce —
ze złota.
Mrok nadchodzi drzwiami zakrystii.
I znów się zaczyna.
Z ambony słów Boga
nie widać.
Wielki brzuch słychać,
i pot po skroniach spływa
prosto do języka.
Amen dla grzesznika.
Dno koszyczka pali
w dziurawych kieszeniach wiernych.
Ksiądz zapłać.
I święty obrazek w dłoni,
za 7 groszy.
Papież oczy chowa
w grubych murach z kamienia.
Ręce rozkłada, modły odprawia —
schodzi do katabaza…
tylnimi drzwiami.
Alleluja upadło na kolana.
amen.
