Ayahuasca
zanim ja zdążę
wzory nie migoczą
one pamiętają
spirale
jak jelita świata
jak galaktyki
które wiedzą o mnie za dużo
wąż otwiera pysk
nie żeby połknąć
żeby pokazać wnętrze
ja...
język z zielonego światła
mówi bez słów
to nie jest twoje ciało
to jest przejście
skóra schodzi
jak stara historia
jak rola, która była potrzebna
a potem zaczęła boleć
raz jestem jaguarem
raz dzieckiem
raz ziemią
która pamięta każdy krok
kobieta z liści
z twarzą matki
której nie miałem
dotyka mi klatki piersiowej
ból wypływa
nie krwią
tylko obrazami
wilgotne noce
niewypowiedziane nie
miłość mylona z przetrwaniem
ciało wymiotuje narrację
ego odpada
jak strup
ptaki śpiewają
z moich żeber
każdy dźwięk
to igła
zszywająca mnie
z powrotem
ale inaczej
nie ma imion
nie ma ról
nie ma płci
jest puls
oko rozpuszcza się w świetle
kolano pamięta że jest gwiazdą
kręgosłup że był drzewem
leżę
a dżungla śni mną
widzę swoje życie
jak rzekę
która za bardzo chciała być prosta
matka roślina mówi
nie musisz być dobry
musisz być prawdziwy
potem przychodzi strach
nie jako wróg
jako strażnik progu
jaguar patrzy
prosto we mnie
i nie atakuje
pokazuje zęby
żeby przypomnieć
że granice też są miłością
oddech zwalnia
czas pęka
jak owoc
każdy wydech
to oddanie cudzego wstydu
każdy wdech
to zgoda na bycie
nie potrafię tego przynieść
w tamten język
bo tamten świat
boi się ciszy
a tu
wszystko jest pieśnią
źródło nie świeci
ono niesie
nie jestem wybrany
nie jestem winny
jestem w obiegu
nic się nie kończy
nic się nie zaczyna
coś
wraca
na swoje miejsce
a rano
liście są tylko liśćmi
ale ja wiem
że patrzą
