Bezpresja
Uciekam, choć nikt nie goni
Kroki słyszę wśród ciszy
Oddech płytko się broni
I znika jak światło w kliszy
Nie ma mnie już na zdjęciu
Jak mała fatamorgana
Spóźnione przyjęcie
Zabawa przerwana
Ile siebie jeszcze mam
pod ubraniem
Zmieciona pod własną podeszwę
Jak kurz składany warstwami
Kiedyś przesypie się wreszcie
I koniec zatrzyma wskazówkę
Jak świeczka zgasnę po sto lat
I będę już tylko okruchem
Aż ktoś posprząta pod stołem
I tyle ze mnie, tyle z człowieka
Zapomniany znika jak śmieci
I błagam, nie zamykajcie wieka
Do ognia chcę, niech mną zaświeci...
