W cieniu
asceta zasiada na drewnianym krześle
wśród zielonych traw.
Wokół rosną już pierwsze stokrotki.
Największe jednak świadectwa wiary
rodzą się tu w cieniu codzienności.
Pająki patrzą z ukrycia,
mrówki chowają się pod kamienie.
Nawet kosy wówczas mniej są skupione
na wypatrywaniu dżdżownic spod gleby.
Na zewnątrz wszystko po staremu,
a u pustelnika maleńki węgielek
i ziaren kadzidła garstka,
z których słodki dym
wypełnia całą przestrzeń
– nie tylko mieszkalną,
lecz także serce!
Później spada deszcz,
a tuż za nim
idzie Mesjasz Pan
odziany w lnianą tunikę.
Kłania się wszelkie stworzenie.
Pustelnik też – naturalnie.
Na stole jest chlebowy placek,
a także oliwki, halloumi
i czajniczek z herbatą.
Nad ranem zasypia asceta
na siedząco z głową pochyloną,
jak stokrotki na tutejszym trawniku.
Pan z uśmiechem domyka drzwi
przepuszczając w progu małą mysz.
