Nad ranem
kołdra zsuwa się
zalotnie. Wolnym krokiem
od niedomkniętego okna
ku tobie zmierza
wschodzące Słońce.
Nagle czujesz
na nagich ramionach
pocałunek. Uśmiechasz się,
lecz oczy masz zamknięte
nadal. Kolejne całowanie:
szyja, ucho, policzek,
usta. Wprawnym ruchem dłoni
pozbawiasz się bielizny,
a wtedy,
właśnie wtedy!
‐ przypominasz sobie,
że Słońce nie jest mężczyzną,
którego chciałabyś mieć
tu i teraz w sobie. Znów
trzeba będzie samemu
zjeść śniadanie, obiad
i podwieczorek,
a co później,
to już tylko sam Bóg
wie...