Matka Aksani
zatrzymuje czas w miejscu,
a podartą na strzępy codzienność,
skleja jej uśmiech serdeczny.
W domu panuje spokój,
choć nie brak tu dzieci.
Wszystko dzięki miłości,
która błękitem zabarwia oczy.
Dobre siostry idą w ślady Matki.
Słuchają więcej, niż mówią.
Wypatrują z uwagą darów łaski,
które owszem z nieba,
lecz w sercach swych przynoszą goście.
Wzruszam się na myśl o powrocie,
choć jeszcze tu nie byłem.
Matkę poznałem wcześniej,
gdy we łzach dla Nieba rodziłem się
w nieznanej nikomu pustelni
– gdzieś między ciszą,
a płótnem.
