MORA
zjawą, mirażem zachodniego nieba?
Zmierzch był i czułem trawę zaroszoną,
tak, mgła zwyczajna, wystarczy się nie bać.
Jednak gdy bliżej podszedłem zdziwiony
zaczęła zjawa płynąć w moją stronę,
w zawoju białym, ukrywając wdzięki.
Przecież już zgadłem, poznałem, dziewczyna
po delikatnym ruchu drobnej ręki.
Stanąłem patrzę i ona przede mną
z wolna odsłania posmutniałe lice.
Mora! i coś mi w sercu moim pękło.
Zimno przeszyło całą okolicę.
- Kto jesteś, spytam głosem przyciszonym,
chociaż odczułem, że po mnie przychodzi.
Ona patrzyła mi w oczy zielone,
głowę uniosła, zrzuciła zasłonę.
- Całego życia jestem ci odbiciem,
a w moim świecie zapisane znaki
mówią żeś gotów porzucić tę stronę.
Potem spojrzała w gwiazd pierwsze iskierki
i dłoń uniosła jakby od niechcenia,
- popatrz tam będziesz pośród braci pierwszy
na zawsze, może do końca istnienia.
Że naga była i śliczna w bladości
jakoś nie mogłem myśli zebrać razem,
piękno jej było tak blisko piękności
o jakiej mógłbym tylko sobie marzyć.
Wtem księżyc przeszedł z lasu w chmurne tonie,
rzucił poświatę na łąkę, nas dwoje,
prześwietlił główkę i jej piękne dłonie
nad głową moją złożone w koronę.
Pragnę, - jej usta lekko rozchylone,
bezgłośnie pytam z lekkim drżeniem w tonie,
w oczy jej patrząc z błękitów zmrożone;
- Czy idę z tobą, śliczna w dalszą drogę?
- Och, wiem me wdzięki jeszcze wabią ciebie,
lecz ja zostaję, rozwieję się zaraz,
ty zaś sam musisz jak gwiazda na niebie,
iść dalej, drogą, ty już wiesz, przed siebie.
Ziemia się łukiem powoli wygina.
Cudo się zmienia w srebrnych iskier pęki.
Nie wiem co myśleć, jaka jest przyczyna?
Wzrok mój natężam, już nikną jej wdzięki.
I nie pamiętam nic z mego istnienia,
jak się nazywam, ni Ojca, ni Matki,
widzę mgłę białą i gwiazdek ostatki.
Świat wpada we mnie, czuję siłę w sobie
i co pomyślę to się zaraz staje.
Jakby, na znak mój, tu wszystko czekało.
Nie widzę ciała, chociaż czuję wszystko
a jak chcę, mogę powrócić i ciało.
Wszystko dalekie i wszystko jest blisko.
Teraz to piszę w tej przedziwnej chwili,
byście poznali, byście uwierzyli.
Nie ma już dla mnie rzeczy niemożliwych.
Mogę czas cofać łamiąc jego kraty.
I znam początek i koniec wszechrzeczy
i wiem jak prosto jest budować światy.
Tak patrząc teraz na całe stworzenie
nie czuję żalu, ani też litości.
Szukać zaczynam, choć mógłbym ją zrodzić,
prawdziwej siły tworzenia, - miłości.
