Przemijanie
Pytam, kim jestem – pyłem czy oddechem,
co drży pod nieba milczącą zasłoną?
Idę przez życie niepewności echem,
dzierżąc swą kruchość drogą wyznaczoną.
Winy ciężarem dusza obarczona;
na stosie prawda i niewinność płoną.
Boleśnie cierpi boskość obnażona
znacząc ślad grzechu cierniową koroną.
Wśród łez i ciszy nadzieja jaśnieje,
wznosi się miłość jak filar w cierpieniu.
W porannej zorze nowy dzień widnieje,
budzi się życie marząc o spełnieniu.
I tak bez końca, codziennie na nowo,
aż znowu ciało przemieni się w słowo.
