Bogacz i Łazarz
Dawno temu bogacz żył,
Co w luksusie wciąż się pławił.
Zawsze bisior na nim lśnił
I dzień w dzień się świetnie bawił.
U pałacu jego bram
Leżał Łazarz obolały,
Pełen wrzodów cierpiał tam,
A psy rany mu lizały.
Umarł żebrak, potem pan,
Anioł zabrał wnet biedaka,
Bogacz w piekle cierpiał sam,
Wśród płomieni głośno płakał.
Podniósł w mękach kiedyś wzrok,
Abrahama ujrzał w dali,
Prosił: "Ojcze, uczyń krok,
Niech mi Łazarz ból oddali.
I umoczy palec swój,
Zimną wodą zwilży język,
Tu tak męczy ognia znój,
Dusza cierpi w strasznej nędzy."
Rzekł Abraham: "Wspomnij, że
Tyś za życia brał luksusy,
Łazarz znosił to, co złe,
Więc tu zazna dziś otuchy.
Między nami wielki rów,
Który dzieli nas na wieki,
Nikt nie wejdzie od was tu,
Ani my do waszej rzeki."
Tamten błaga: "Proszę byś
Posłał go do mego ojca,
Niech ostrzeże braci mych,
Zanim przyjdzie chwila końca."
Lecz Abraham rzekł mu wprost:
"Mają słowa od Proroków
I Mojżesza mądry głos,
Niech trzymają się ich kroków."
"Nie, mój ojcze!" – błaga pan –
"Gdyby zmarły stąd powrócił,
Prawdę by objawił tam,
Każdy z nich by się nawrócił."
Wtedy mu powiedział tak:
"Jak prorokom swym nie wierzą,
To choć zmarły dałby znak,
Jemu także nie uwierzą"
19-05-2026
GrzesioR
