ARSENE LUPIN – D’ARTAGNAN
nie na polu bitwy
tylko w salonie
bo czasy zrobiły się bardziej wygodne
i nawet pojedynek
lubi dziś miękki fotel
Lupin poprawił mankiet
jakby właśnie ukradł komuś
dobry gust
D’Artagnan stanął prosto
z miną człowieka
który jeszcze wierzy
że honor nosi się przy boku
a nie w kieszeni od kamizelki
jeden miał szpadę
drugi – uśmiech
i już było wiadomo
że obaj przyszli uzbrojeni
– pan kradnie –
rzucił muszkieter
– ja tylko przenoszę własność
tam, gdzie bardziej na mnie pasuje –
odparł Lupin
z grzecznością
która też umiała ranić
– są zasady
– powiedział D’Artagnan
– są zamki
– odpowiedział Lupin
i oba zdania
brzmiały jak wystrzał
z różnych epok
potem długo mierzyli się wzrokiem
jeden w imię króla
drugi w imię siebie
czyli jak zwykle
dwóch mężczyzn
pod wspólnym sztandarem próżności
szpada błysnęła
riposta też
aż w końcu wyszło na jaw
że najcelniej trafiają nie ostrza
tylko ambicje
więc usiedli
zmęczeni własną legendą
i zamówili wino
bo człowiek łatwiej wybacza przeciwnika
gdy widzi
że tamten też lubi wygrać stylowo
i może dlatego
do dziś jedni wolą honor
drudzy spryt
a większość
po cichu marzy
żeby jedno mieć na pokaz
a drugim naprawdę żyć
