Spóźniony na śmierć
Na własny pogrzeb też się spóźnię ,
Nie przyjdę, albo termin przełożę
Bo co mi zrobią?
Zaczną beze mnie?
Z pustym dołem i pustą trumną?
Proszę was, miejmy odrobinę klasy.
Spóźniony gospodarz to klasyk.
Przecież to ja jestem gwiazdą
Dla mnie ta impreza,
Więc będą siedzieć i czekać.
Zatrzyma mnie zapach świeżego chleba,
Zachód słońca, czerwony jak nigdy,
Kwiaty w parku obok albo smutny pies na przystanku
Zatrzymam się w innej kolejce
Po nowe buty, albo po szczęście,
Zgubię się w mieście, w labiryncie zdarzeń,
Sprzedam swą wieczność za garść nowych marzeń.
I nawet jeśli w końcu dojadę, to pewne jest jedno,
Będę dalej w piżamie.
Ktoś powie: „to wstyd”, ktoś inny: „to skandal”,
"A trumna przecież czeka otwarta!"
Więc...
Rzucę na nią pudełko czekoladek,
Tłumacząc, że nie zdążyłem kupić kwiatów,
Wlezę do środka i ziewnę szeroko.
Przecież i tak jestem w piżamie.
Sen jest ważniejszy niż wasze kazanie.
A jak ktoś zapyta
"Nie wstyd Ci, tak iść w ostatnią drogę?"
Przecież to ja będę tam leżał na wieki,
Więc będę leżał w tym, w czym mi wygodnie
