Nowy rok - stare rany
Płakała...
Straciła ostatnio więcej, niż unieść umiała
Gdy niebo rozbłysło falą kolorów
Ona sama stała z boku
Rozumiałem ją, dlatego podszedłem,
Wzrok miała wbity w przestrzeń
Łzy bezszelestnie spływały po policzkach,
Na próżno, było szukać w niej życia
Bo jedna cyfra w dacie nic nie zmienia,
To nie reset, nie 'nowa era'
Nie zaczynasz wszystkiego od nowa,
Gdy północ wybija w ostatni dzień grudnia
Przytuliłem ją i wtedy pękła,
Nie musiałem mówić nic, spłynęła mi po rękach
Upadła na kolana, ze zmęczenia klękła,
trzy po zero zero, leżała na deskach
Ten rok rozpoczął się dziwnie, inaczej niż wszystkie
Pierwszy raz, spędziłem go z osobą która płakała
Pierwszy raz, ktoś w nowy rok, nie udawał
