starsza pani
nie ma okna na świat,
żadnych na przestrzeń drzwi
tylko światła które wskazują
jak myśleć i jak żyć
i pasy po których
należy iść
a tłum przelewa się weń
jak szara fala brudnej rzeki
oczy wpatrzone w smartfony
pochylone sylwetki
tłum duchowo
kaleki
tu nie ma miejsca na
ptaków śpiew
gonitwa trwa,
mamony zew
zapluty beton,
baner i cegła
ludzkie projekty
zastygła krew
w kącie na murku siedzi ona
pani starsza, zgarbiona
robi skarpetki na drutach
nieczułym tłumem zatruta
chce sprzedać za kilka groszy
to czego tłum
nie nosi
nie lubi
nie akceptuje
biedy i smutku
nie kupuje
tłum - szara masa
jaskrawy szum
i jego zarzygane chodniki
nikt nie rozmawia z nikim
suną ząbi współczesne
karmi ich życie doczesne
bez ducha
nikt nie widzi
nie mówi
nie słucha
tylko w wyblakłych źrenicach
starszej pani
co modli się nad skarpetkami
przestrzenie,
mądry spokój
i że kiedyś coś sprzeda
ostatnie marzenie
siedzi
skulone z boku.
