Z życia cieni
Nadeszła noc. Noc gwiaździsta,
Pachnąca kwiatami, jak w maju,
A cienie pod barem "Przystań"
Na cieniodawców czekają.
Gdy klient po głębszych paru
Uzna, że w domu jest lepiej,
Gdy wyjdzie choć na krok z baru -
Cień mu do stóp się przyczepia.
Cień lubi po mieście chodzić -
Wydłużać się, albo skracać...
I nawet deszcz mu nie szkodzi,
Bo przecież to jego praca.
Niestety dziś coraz trudniej
Do butów przyczepić się komuś,
Bo ci klienci paskudni
Taksówką jeżą do domów,
Więc gdy bar zamykają
Te wszystkie cienie bez pana
Się do lokalu wsuwają
I piją. Piją do rana.
Ja wiem coś o tym kochani.
Zaszedłem raz w tamtą stronę.
Do butów mi się przychrzanił
Cień jakiś strasznie wstawiony.
Nierówno szedł cień-pijaczek,
A tak się do butów przyczepił,
Żem ja się musiał zataczać,
Choć przecie żem prawie nic nie pił.
.
