Dwa oblicza
Idziesz wśród ludzi z podniesioną głową,
choć dźwigasz brzemię, ból przenika serce.
Uśmiechem witasz, zarażasz pogodą...
rozmnażasz szczęście.
Przyjaznym słowem, jak chlebem się dzielisz,
dłoń swą wyciągasz do tych, co w potrzebie.
Mądrością mędrców pragniesz móc zniweczyć
traumę ich przeżyć.
Lecz kiedy wieczór zaciągnie zasłony,
pogasi światła na życia arenie,
siadasz w fotelu, dniem bardzo znużony,
przeganiasz cienie...
Cienie z przeszłości i mary okrutne,
które wciąż ranią duszę skołataną.
Zdejmujesz maskę, widzisz klauna w lustrze,
z ogromną raną...
Raną, co toczy zaprzeszłe boleści,
Raną, co krwawi, wręcz rozrywa serce...
Walczysz z cierpieniem, które nocą dręczy
wiarę twą depcze.
Jak klaun samotny pod osłoną nocy
pijesz do lustra, rozliczając życie,
pragniesz zapomnieć, łza bólu się toczy,
jakżeż obficie...
Znowu rozmyślasz, za nim dzień nastanie,
którą z tysiąca masek masz założyć,
by nikt nie wiedział, nie odkrył broń Boże
rany co broczy.
Ty-y. dn. 29.09.2024.r.
//wanda w./ -- Wanda Maria Wakulicz//
