Jasnota
chociaż naprawdę do kota Zdzisia.
Mówię jej proszę wytrzyj, że nogi,
bo ja tu myję przecież podłogi.
Zrzuciła buty i do lodówki,
wie gdzie schowane są lody- krówki.
Buzia już cała umorusana,
- już nie jedz więcej, co powie mama?
Chwila i biegnie poszukać kota.
Po krótkiej walce ma go Jasnota.
Kot wisi, łapy sięgają ziemi
ale się mocno trzyma przedniemi.
Jest chwila ciszy - i pisk jak szklany,
kot pozostawił na rączce rany.
Nim krok zrobiłem w drzwiach staje mama.
I cisza - znikła rączka i rana.
Mama się pyta, co tu się dzieje?
Ja się odwracam – mała się śmieje!
-Nic nic Mamusiu. O grzeczna była.
Tak się Jasnoty bajka skończyła.
