zima
wiatr trzęsie stropem w tumanach bieli
mróz ciężko skrzypi na śnieżnych schodach
z komina szaro...burość się ścieli
stare schronisko w zamieci smokach
drzwi stare zimną wilgocią nabrzmiałe
z trudem spychają nadętą zaspę
stolik obmyty fajki oparem...
dojście do niego w tłumie zbyt ciasne
na nim serweta z górskim kopiałem
przy grzańcu bracia i trefne karty
gramofon charczy pod kurzu szalem
w rogu drewniane zbyt długie narty
w oddali zjawa czeka i marznie
słyszę muzykę i głośne żarty
dlaczego widzę to tak wyraźnie
znów we śnie droczą się ze mną czarty
