Jesteśmy echem wielkich ludzi
Pragniemy spokoju – nie żądamy wiele;
Bez polotu nasze myśli, skromne marzenia –
Sobie zostawcie ptaków głupie trele.
Krew w was błękitna, w nas kolor czerwieni –
I tak dobrze. Nam nie potrzeba lotów i ambicji;
Już i tak jesteśmy wszystkim umęczeni –
Żądamy umysłu prohibicji.
Nie chcemy przeżywać piekła cierpień,
Strasznych zmagań z losem;
Dla nas chleb, łóżko i grosz lepiej –
I tak reszta okrutnym ciosem.
Nie wierzymy w przepowiednie, cuda,
W sens działań waszych,
Najzwyklejsza wyobraźnia, złuda –
I tak mamy dość problemów naszych.
O snach tyle mówicie i chcecie
Byśmy za tym urojeniem
Szli jak w ogień, a nie wiecie,
Że to nie naszych marzeń spełnieniem.
Pokazujecie pomniki wielkich przodków
I mówicie: oni za nas krew oddali,
A nam nie starcza teraz środków,
By godnie żyć. I co z tego, że mali?
Dajcie nam dobra namacalne,
Nie słów mdły i wonny nektar;
Żądania nasze tak banalne.
Po co nam świat tych złud i mar?
I po co nam Norwid, Mickiewicz, Słowacki,
Gdy czas przyjemniej w kinie mija?
My wolimy słodkie placki,
Niż, gdy kąsa słów jadowita żmija.
Głupcy! Drażnicie nasze sumienie,
Co z tego dla nas będzie?
I tak nie w tym życiu spełnienie.
W domu lepiej niż wszędzie.
Nie żądamy wiele, róbcie co chcecie,
A nas zostawcie w spokoju.
Wy tak naprawdę nic nie wiecie,
A mówicie o prawdzie i pokoju.
A Bóg wasz – czy prawdziwy?
Dlaczego miałby właśnie wasze serca
Natchnieniem napełniać: dziwy nad dziwy.
On omija takie miejsca!
My chcemy spokoju. Nawet porządek
Byle jaki był i tyle.
Kończymy już słów naszych rządek.
Pieprzyć wasze jaskółki i motyle.
Tak patrzymy i zbiera się na litość:
Głupcy! Po co piszecie to wszystko?
Tak jak w gardle staje kość:
Tak dla was sława – tylko.
