Mgła
Niczym poczwarka w swym kokonie
Czeka momentu dobrze ukryta
W półprzejrzystym białym welonie
Zewnętrzne bielmo oczy okrywa
Zniekształcone są przez nie kontury
Intensywności barw przez to zbywa
Bez ich kolorów jest świat natury
Promienie słońca ziemię witają
W cieple grudki gleby skąpane
Welonu białe nici spruwają
Drobiny pary są uwalniane
Białości szaty skraj wiatr winduje
Kępy zieleni wzbiły do góry
Bogactwo świata ludzi nurtuje
Ich wzrok upojeniem jest dla natury
