Być Poetą
Jak wśród widm martwych, zapalczywych
Krąży to tu i tam
Całkiem sam
Rozmawia z duchami jak z ludźmi żywymi
Lecz nie czuje się jak ze swoimi
Mimo iż
Przypominają ich
Krąży między snu, a jawy światem
I nie wie, nic nie wie – a zatem
Czy jest w krainie snu
Trudno powiedzieć mu
Uwięziony między prawdą, a złudą
Gdzie ludzie i duchy się trudzą
Nocą i dniem
I mówią – wiem
Lecz nie wiedzą, gdzie upływa ich życie
I czy to bycie, czy bardziej nie-bycie
On nie wie sam
Błądząc tam
Sny jego drogę mu wskazują
I wątpliwości drogi zamazują
Działają jak lek
Jak wiekiem – wiek
Bo Poeci między obłędem, a geniuszem
Krążą z dumą i animuszem
Tak każdy miał
Lecz czy tego chciał
I nie wie, nie ma pewności
Czy ma wartość, czy cechę próżności
To co tworzy on
Nim nastąpi zgon
Zgon prawdziwy, ta śmierć ludzka
Komedia Boska, czy Nie-Ludzka
Tak trudno – ach
Zbudować gmach
Z wierszy, z melodii zbudować
I przy tym człowieka zachować
W sobie – a jak
Tak, trudno tak
Kuszą go anioły i demony
A za sobą tylko zgony
Ludzki zgon
Czy winien on
Ilu ludzi umrzeć musi
Nim Poeta wiersz wykrztusi
I ułoży w rym
Ile dobra w tym
Na jaki los Boże skazujesz Poetów
I robisz to od początku wieków
Trudny mają los
By wydobyć głos
Głos z samego źródła zaczerpnięty
Głos przez cierpienie zwichnięty
Lecz jego dźwięk
Ma w sobie wdzięk
Być Poetą to wielka rzecz
