Rozmowa z miłością
Marzył chłopiec o panience
Śnił i marzył, i śmierć przyszła
Z ciała dusza wyszła
Uleciała hen daleko
A pod powieką
Ciężką jak ołowiu bryła
Jeszcze miłość żyła
I przeżyła chłopca
I przeżyła świat i Boga
I zapłakała: moja droga,
Moja droga, moje drogi
Niezbadane ich odnogi
Gdzieś się chłopcze włóczył
Czegoś się nauczył
Za żywota swego
I śmierci ciała twego
Gdzieś się błąkał
Ile łez wylałeś
Nim zrozumiałeś
Żeś za życia martwy chodził
I w cierpieniu trupim brodził
A chłopiec tak powiada:
Toś nie ty mnie tu wiodła
Lecz twa złuda podła
Czemuś tak mnie okłamała
Przecież we mnie trwała
I wiara, i nadzieja
Czy zabrakło miłości
Ach, pożółkły moje kości
A miłość na to:
Nie, za dużo miałeś
A za mało chciałeś
I wie już chłopiec
Gdy śmierć przyszła
A z ciała dusza wyszła
Kochał, był i żył
I minął świat, minął Bóg
Minęło wszystko
Została piosenka
Został złoty róg
Co w serca sięga
Serca z kamienia
Budzi ze złudzenia
I panienka zapłakała
A miłość wciąż trwała
