Jedno słowo
w nudnym, zwyczajnym mieście,
postanowił kiedyś przestać
ciągle być nudnym, nareszcie.
A wszystko miał ułożone;
pracę, dom, rodzinę, żonę,
dzieci w przedszkolu i szkole,
ni jednej chmurki na czole.
- Puszczę się w życia odmęty,
- będę nerwowy i spięty,
- ruletka i miłe damy,
- tego chcę, pragnę odmiany.
- Pójdę z domu, rzucę pracę
- i na pewno się wzbogacę.
- Kiedyś wrócę, bez obawy,
- wielki, dumny, syty sławy.
Jest przy szafie, tupie, drepce,
lecz mu jakość wyjść się nie chce.
W ręce trzyma już tobołek
lecz tkwi w progu niczym kołek.
W końcu myśli, jakoś muszę
w garść się wziąć, no bo nie ruszę.
Już na klamkę dłoń swą kładzie,
myśli – „rusz się stary dziadzie”.
Wtem wesoły głos zawoła:
- Kochanie, czekam cię, goła!
I powiem co dalej było,
człeczynę w mig zawróciło.
Przeszło mu wędrowanie
na jedno słowo „kochanie”.
Bo nie jesteśmy gotowi
rzucać wyzwania losowi,
choć nudni jesteśmy i prości
gdy trzyma nas nić miłości.
z jednego słowa przyczyny.
