Nasyt
ONA
zadziwiona własnym oswojeniem
wytrąca rozmiłowane atomy
niemych czarno białych snów
upchanych w zakurzonym kącie serca
ostrożnie ciurkiem wypełnia
brzegi fajansowej szczeliny
paterę zakazanych owoców
obrysowuje różanymi ustami
przygryzając co drugi wers
dumny róg obitej poezji zsuwa
pomiędzy zdezorientowane metafory
upuszcza na dno atawistycznej żądzy
jęczącą owulację knebluje śmiechem
ON
niczym pierwszy promień słońca
walczy z otulonym szczelnie nocą
kwiecistym jestestwem płatków
zachłanne myśli wbija zdecydowanie
w rozedrganą duszę kształtując ją
nieodwracalnie na swoje podobieństwo
poprzez wyzwolony potok słów...
