Mamo
i kolano zdarte do krwi,
poznawałem wtedy świat,
najważniejsza byłaś Ty.
Tak lubiłaś kolorowe berety
i kawy fusiastej zapach,
to już do nas nie wróci, niestety.
Ciebie nie ma już Mamo, a mnie splin złapał.
Paliłaś carmeny, a czasem klubowe
i zbierałaś grzyby pasjami,
wieczorami przy łożku napełniałaś mi głowę
bajecznymi opowieściami.
Pamiętam szpital, dwa razy byliśmy,
ze złamaniem i z bólem brzucha,
najbardziej kocham, gdy mi się przyśnisz
i najbardziej żałuję, żem Ciebie nie słuchał.
Tamten Wrzesień był ładny
i parszywy Twój ból,
rozpacz rozsadzała mi czaszkę,
odeszłaś...i cisza
a ja myślałem, że już nigdy nie zasnę...
MAMO
