spłaszczony
nie bez podróbek, kolorem słowa
krocząc jaskinią światła bez widu;
a jednak wracać nie chce donikąd:
jak rozerwany kapsel (na płaszczka)
turla się w chwili prędkością własną;
potem - czekając, aż nim ktoś kopnie
głaszczą go w bólu buty przecho'dni;
wciąż się ktoś schyla, jak po pieniążki
po´zbiera, weźmie, by mieć pamiątkę;
wkrótce wyrzuci - zaniecha, zniszczy
krótko przylepca cna częścią ciesząc:
lecz marzy wiecznie tylko ku jednym;
żeby w nim zbłądził bublik wymierny
żeby w swym pędzie - odbiciu słońca
zabrał i poniósł chwilę przed końcem
tedy gdzieś legnie w trawę pod lasem
nikt już nie kopnie, ni sypnie piaskiem
w krąg pory ryku wdziewając paszczę
pat żal gubionych ciskaniem za szczyt
