W grobie nuda...
modlitw ta sama melodia,
praca prosta – zwykle ręczna,
i sprzątanie po robalach.
Próbujesz dostrzec
coś więcej,
a i tak widzisz
czubek własnego buta.
Leżysz i czekasz,
a wtedy wychodzisz
sam z siebie,
wypełniając szczelnie
tę niewielką przestrzeń.
Nawet demony
nie mieszczą się w zakamarkach,
więc czekają na zewnątrz
na rozwój sytuacji.
Z braku pracy
rzucają kłodami pod nogi
przypadkowych przechodniów.
W grobie stabilność
i spokój. Wszystko
byłoby znośne,
gdyby nie ten odór:
marności, słabości,
grzechu – braku
miłości.
Bogu to nie przeszkadza,
bo On lubi
przebywać z chorymi.
Człowiek przyzwyczaja się
do własnego smrodu.
Proszę więc czasem
anioła stróża,
żeby pomógł mi uchylić wieko,
by zaczerpnąć świeżego
powietrza.
Później wracam
i znów ten smród –
Chwała Bogu!
